niedziela, 17 maja 2020





Prolog

Oniemiała wpatrywała się w idealnie czarną taflę lustra, drgającą lekko, niczym w niecierpliwym oczekiwaniu. Bicie jej serca przyspieszyło, kiedy poczuła szarpnięcie – gdzieś w głębi siebie, zupełnie jakby ktoś pociągnął za sznurek przymocowany do jej duszy.

Zrobiła krok do przodu, nie spuszczając wzroku ze słodkiej, hipnotyzującej ciemności. Nogi bezwiednie kierowały się coraz bliżej, a ciało zdawało się mruczeć z zadowolenia z każdym kolejnym jej ruchem.

Mrok.

Czymże właściwie był? Tą niezwykle zmysłową masą jawiącą się tuż przed nią? Nadprzyrodzoną siłą, gotową pochłonąć wszystko, co znajdzie na swej drodze i ukształtować na nowo?

Jakże kuszące. Zacząć od początku, wykuć swój własny los w inny, lepszy sposób. Może i pragnęła zostać narodzona ponownie.

Po kręgosłupie przebiegł jej dreszcz, gdy tuż przed nią zaczął pojawiać się obraz.

Na początku widziała tylko siebie. Miała te same oczy, usta i nos. Nieciekawą sylwetkę, pospolitą twarz. Po chwili włosy zmieniły odcień na kasztanowy, talia zwęziła się, a biust i biodra wypełniły kobiecymi kształtami. Niekształtne piegi zniknęły, a na policzkach pojawiły się zdrowe rumieńce.

Wyglądała przepięknie. Stojąca przed nią dziewczyna była wszystkim, czym ona z pewnością nie była. Wszystkim, czym kiedykolwiek pragnęła być.

Stopniowo, jakby wychodząc zza mgły, tuż za nią zaczęły pojawiać się różne postacie.

Najpierw rodzice, później bracia. Promienieli nienaturalnym, nadludzkim blaskiem. Powoli otoczyli ją luźnym okręgiem, wpatrując się w nią z miłością i zrozumieniem.

Następnie pojawiło się dwóch mężczyzn, nie należących do jej krewnych. Stanęli po obu jej stronach, kładąc ręce na drobnych ramionach w zaborczym geście. W spojrzeniach, jakimi ją obdarzyli, widniało pożądanie i ciepło.

Jednym z nich był Harry.

Drugim był ktoś, o kim wolała na razie nie myśleć.

Wzdrygnęła się, kiedy nagle wyrosła kolejna para rąk, obejmująca ją w pasie. Obejrzała się spanikowana, lecz pomieszczenie pozostało równie puste jak na początku.

Spojrzała ponownie w zwierciadło i jęknęła.

W zagłębieniu jej szyi opierał swą głowę czarnowłosy, przystojny mężczyzna. Jego uśmiech był szeroki i zimny. W oczach widniał chłód przeszywający do szpiku kości.

Żelazny uchwyt ścisnął jej wnętrzności i poczuła nagłą ochotę zwrócenia ostatniego posiłku.

– Wiedziałem, że za mną tęsknisz, słodka Ginny.

I chociaż z całego serca chciałaby zaprzeczyć, nie mogła uniknąć gorzkiej prawdy.

Mała cząstka jej duszy zawsze będzie należała do Niego.


___________

Długo zastanawiałam się nad tym opowiadaniem. Poprawiałam, skrobałam i coś tam w końcu wyszło. Od zawsze interesowała mnie postać Ginny (według mnie to jedna z ciekawszych postaci), a odkąd tylko przeczytałam Księcia Półkrwi i padła sugestia, jakoby Blaise uważał ją za niezwykle atrakcyjną... zaczęłam się zastanawiać, na ile sięgała jego obsesja i co tam się mogło wydarzyć poza (niezbyt pilnymi) obserwacjami Harry'ego xD

Z góry uprzedzam, że wątek romantyczny nie rozpocznie się od razu. Początkowe rozdziały będą obejmowały wczesne lata w Hogwarcie, kiedy są jeszcze dziećmi. Za ważny uznałam wątek opętania Ginny, którego nie lubię ignorować. 
Pozdrawiam Was i do następnego :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

OBSERWATORZY