
Oniemiała
wpatrywała się w idealnie czarną taflę lustra, drgającą lekko, niczym w
niecierpliwym oczekiwaniu. Bicie jej serca przyspieszyło, kiedy poczuła
szarpnięcie – gdzieś w głębi siebie, zupełnie jakby ktoś pociągnął za sznurek
przymocowany do jej duszy.
Zrobiła krok do przodu, nie spuszczając wzroku
ze słodkiej, hipnotyzującej ciemności. Nogi bezwiednie kierowały się coraz
bliżej, a ciało zdawało się mruczeć z zadowolenia z każdym kolejnym jej ruchem.
Mrok.
Czymże właściwie był? Tą niezwykle zmysłową
masą jawiącą się tuż przed nią? Nadprzyrodzoną siłą, gotową pochłonąć wszystko,
co znajdzie na swej drodze i ukształtować na nowo?
Jakże kuszące. Zacząć od początku, wykuć swój
własny los w inny, lepszy sposób. Może i pragnęła zostać narodzona ponownie.
Po kręgosłupie przebiegł jej dreszcz, gdy tuż
przed nią zaczął pojawiać się obraz.
Na początku widziała tylko siebie. Miała te
same oczy, usta i nos. Nieciekawą sylwetkę, pospolitą twarz. Po chwili włosy
zmieniły odcień na kasztanowy, talia zwęziła się, a biust i biodra wypełniły
kobiecymi kształtami. Niekształtne piegi zniknęły, a na policzkach pojawiły się
zdrowe rumieńce.
Wyglądała przepięknie. Stojąca przed nią
dziewczyna była wszystkim, czym ona z pewnością nie była. Wszystkim, czym kiedykolwiek
pragnęła być.
Stopniowo, jakby wychodząc zza mgły, tuż za nią
zaczęły pojawiać się różne postacie.
Najpierw rodzice, później bracia. Promienieli
nienaturalnym, nadludzkim blaskiem. Powoli otoczyli ją luźnym okręgiem,
wpatrując się w nią z miłością i zrozumieniem.
Następnie pojawiło się dwóch mężczyzn, nie
należących do jej krewnych. Stanęli po obu jej stronach, kładąc ręce na drobnych
ramionach w zaborczym geście. W spojrzeniach, jakimi ją obdarzyli, widniało
pożądanie i ciepło.
Jednym z nich był Harry.
Drugim był ktoś, o kim wolała na razie nie
myśleć.
Wzdrygnęła się, kiedy nagle wyrosła kolejna
para rąk, obejmująca ją w pasie. Obejrzała się spanikowana, lecz pomieszczenie
pozostało równie puste jak na początku.
Spojrzała ponownie w zwierciadło i jęknęła.
W zagłębieniu jej szyi opierał swą głowę
czarnowłosy, przystojny mężczyzna. Jego uśmiech był szeroki i zimny. W oczach
widniał chłód przeszywający do szpiku kości.
Żelazny uchwyt ścisnął jej wnętrzności i
poczuła nagłą ochotę zwrócenia ostatniego posiłku.
– Wiedziałem, że za mną tęsknisz, słodka Ginny.
I chociaż z całego serca chciałaby zaprzeczyć, nie
mogła uniknąć gorzkiej prawdy.
Mała cząstka jej duszy zawsze będzie należała
do Niego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz