poniedziałek, 1 czerwca 2020





Rozdział 3. Zapomnij o mnie

Myślałam, że Cię straciłam, Tom. Tak bardzo przepraszam. Będę bardziej uważna.

– Co się stało, Ginny?

– Zderzyłam się z pewnym Ślizgonem i nasze książki pomieszały się. Przez przypadek zabrałam jego dziennik, a on mój. Ale już Cię odzyskałam. Dowiedziałam się pewnej tajemnicy o nim i przez to nie miał wyboru, musiał mi Cię oddać. Tak bardzo się bałam.

 

Przez dłuższą chwilę nie było żadnej odpowiedzi. Serce Ginny biło tak mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć jej z piersi.

 

– Nie obawiaj się Ginny. Wykazałaś się odwagą i szybkim myśleniem. Zaimponowałaś mi. Naprawdę jesteś w stanie zrobić wszystko dla przyjaciół. Już teraz wiem, że mogę Ci ufać bezgranicznie.

– Wiesz, że zrobię dla Ciebie wszystko, Tom. Na całe szczęście on nie poznał naszej tajemnicy, nie odkrył Ciebie.

– Nie chciałabyś żeby ktoś się dowiedział o mnie?

– Ja… Jesteś moim jedynym przyjacielem. Nie chcę się Tobą dzielić. Czy to złe, Tom?

– Nie, Ginny. Ty też należysz tylko do mnie. Muszę Cię o coś prosić. Przysługa dla przyjaciela?

– O cokolwiek poprosisz, Tom.

 

*

 

Nazajutrz od emocjonującej wymiany dzienników Ginny i Blaise’a, odbywała się uczta z okazji Dnia Duchów. Blaise od zawsze nienawidził uczt, bankietów oraz wszelkiego rodzaju przyjęć. Kojarzyły mu się głównie z ogłaszaniem coraz to nowych zaręczyn jego matki, zaślubinami, bądź pogrzebami. Wszystko to było wyprawiane dla niej i jej korzyści, a goście zazwyczaj byli pionkami, którymi nie wahała się pogrywać. Uczty w Hogwarcie co prawda miały inny charakter, jednakże uprzedzenie pozostało.

Ponury nastrój Blaise’a poprawiał jednak fakt, że jego sekret do tej pory nie wyszedł na jaw i nic nie wskazywało na to, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Podczas śniadania uważnie obserwował Ginny i nie sprawiała ona wrażenia, by planowała rozprowadzać jakiekolwiek plotki. Co więcej, po jej dziwnym zachowaniu z wczoraj również nie było ani śladu. Powoli zaczynał nabierać przekonania, że może rzeczywiście nie chciało jej się czytać jego dziennika a jej dziwna reakcja na odzyskanie własności zwyczajnie mu się przewidziała.

Przerwę między zajęciami postanowił spędzić w zaciszu dużego dębu na błoniach. Rzuciwszy niedbale torbę na bok, rozłożył się na trawie. Przez najbliższe parę minut wpatrywał się w leniwe fale jeziora rozbijające się o skały wystające spod tafli wody.

Uwielbiał tu przychodzić, szczególnie sam. Z reguły nie przepadał za jakimkolwiek towarzystwem, a tym bardziej gadatliwym, jakim stali się ostatnio Ślizgoni. Cały czas żyli historią o dziedzicu Slytherina, a Draco Malfoy ciągle dolewał oliwy do ognia, dopowiadając co rusz nowe anegdotki na jego temat. Blaise wiedział, że nie powinien za bardzo unikać ich towarzystwa, ponieważ może to wzbudzić niepotrzebną uwagę w kierunku jego osoby, jednak uznał, że jedna niewinna piętnastominutowa przerwa nie powinna zrobić różnicy.

W tym akurat srogo się pomylił.

W pewnym momencie kątem oka dostrzegł ruch na skraju lasu. Obrócił niespiesznie głowę w tę stronę, spodziewając się ujrzeć gajowego Hogwartu, który często szwendał się w tych okolicach. Jakim jego zdziwieniem było, gdy jego oczom ukazał się nie kto inny, jak rudowłosa Ginny Weasley.

Musiał jednak przyznać, że gdyby nie obserwował jej ostatnio aż za często, w życiu by jej nie poznał. Włosy miała potargane, a wśród nich wydawało mu się, że dostrzega nawet parę liści. Jej ubrania zdawały się być ubrane niedbale i w pośpiechu, szata była niezapięta, a koszula na wpół włożona w spódnicę. Jednakże tym, co go zszokowało najbardziej było to, że dziewczynka w rękach trzymała martwego koguta.

Blaise zamrugał szybko, nie mogąc uwierzyć w to co, widzi. Dopiero teraz, gdy wytężył wzrok, zauważył również, że całe jej przedramiona były podrapane i pokrwawione. Dziewczyna stała w bezruchu, jakby czekając na jakiś znak, a Blaise poczuł jak po jego ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Nie wiedział, co ma zrobić. Wyglądała na kogoś, kto potrzebuje pomocy, albo na kogoś, przez kogo to on będzie jej potrzebował. Zapewne gdyby był Gryfonem, bez wahania doskoczyłby do niej i zapytał, czy wszystko w porządku, jednak on niewątpliwie nie należał do tego domu. Slytherin nauczył go cierpliwości i chłodnej oceny sytuacji, z najlepszą korzyścią dla niego samego. Pozostawało mu więc stać i czekać na rozwój wydarzeń.

Los chciał, że nie musiał długo zastanawiać się nad tym, co powinien zrobić w obliczu tego dziwnego zdarzenia. Kilka sekund później dziewczynka obróciła się gwałtownie, jakby wyrywając się z transu i wbiegła do lasu.

Blaise czekał, jednak nie pojawiła się po raz drugi.

Z oddali dobiegł go sygnał dzwonu, zwiastujący koniec jego przerwy. Wstał powoli i chwycił swoją torbę, cały czas z niepokojem wypatrując jakiegokolwiek ruchu w gęstwinie na skraju lasu. Gdy nic się jednak więcej nie wydarzyło, skierował swoje kroki do zamku, a myśli w jego głowie wirowały szaleńczo.

Czego on właśnie był świadkiem?

 

*

 

Ginny biegła.

Tylko tego była świadoma.

Wiedziała, że musi biec… najszybciej i najdłużej jak potrafi, byle znaleźć się gdzieś, gdzie będzie bezpieczna.

Zewsząd dopadał ją chłód, a para z jej ust tworzyła kłęby mgły, które zasłaniały jej widoczność. Gałązki smagały ją po odsłoniętych przedramionach, raniąc do krwi, a wystające korzenie powodowały, że co rusz się potykała, jednak nie zatrzymała się ani razu. W miarę jak się oddalała, ucisk znajdujący się w jej klatce piersiowej zelżał, oddech stawał się bardziej nierówny, bardziej ludzki, a myśli w jej głowie wyraźniejsze.

Wiedziała, że musi uciec byle jak najdalej, jak najdalej od…

Właśnie, od czego?

Przystanęła nagle, czując jak jej płuca chcą wyrwać się na wolność. Przykucnęła i zaczęła oddychać mocno przez nos, próbując wyrównać oddech. Trwało to kilka minut, a jak już się uspokoiła, uderzyło ją, jaka cisza wokół niej panowała.

Rozejrzała się z paniką wokół siebie. Zdawało się, że przebiegła dość długi odcinek w środek Zakazanego Lasu. Przez gęsto zadrzewione podszycie w lesie panował półmrok, przez co nie miała kompletnie pojęcia, z której strony przybiegła.

Przełknęła głośno ślinę i poczuła jak jej ciało oblewa zimny pot. Mimo że znajdowała się w lesie pełnym groźnych stworzeń, miała wrażenie, że tego, przed czym uciekała, powinna obawiać się o wiele bardziej. Nie mogła sobie jednak przypomnieć, co to takiego było… Ostatnie co pamiętała, to to, jak szła koło chatki Hagrida… Jego ogródek i…

Krzyknęła krótko, bo w tym momencie dopiero zdała sobie sprawę, że w ręku trzyma martwego koguta. Rzuciła nim przed siebie i szybko objęła się ramionami, drżąc na całym ciele.

Co się z nią działo? Skąd, na Merlina, miała przy sobie truchło tego ptaka? Możliwe, że wzięła go od Hagrida, ale w jakim celu? I czemu nic nie pamięta?

Poczuła wzbierające się łzy i przygryzła mocno wargę. Nie mogła w danej chwili płakać, musiała przede wszystkim wydostać się z tego przeklętego lasu.

Ruszyła powoli przed siebie, próbując dostrzec cokolwiek, jakiś znak, że idzie w dobrą stronę. Przeszła niepewnie parę kroków i nagle zdało jej się, że słyszy coś, co przypomina warkot. Nie był to jednak warkot zwierzęcia, ale brzmiało jak odgłos przygotowującej się do odjazdu lokomotywy…

TRACH!

Zza znajdującej się tuż za nią krzaków wyłoniły się nagle ogromne ślepia, rażąc ją intensywnym blaskiem. Ginny poczuła dreszcze na całym ciele i czym prędzej rzuciła się do ucieczki, mając ogromną nadzieję, że to coś nie jest wystarczająco szybkie… Nie miała pojęcia, ile mrożących krew w żyłach minut minęło, nim wstępnie stwierdziła, że nic jej nie śledzi.

Przystanęła na chwilę, próbując złapać oddech i rozejrzała się uważnie, dopatrując się jakichkolwiek oznak niebezpieczeństwa. Zamiast tego dostrzegła przebijające się przez zarośla promienie słońca i aż zachciało jej się płakać ze szczęścia. Ostatkiem sił ruszyła w ich stronę i z ogromnym wysiłkiem rzuciła się na błonia, twarzą do ziemi, oddychając płytko.

Po paru sekundach obróciła się na plecy, wciąż nie mając siły nawet otworzyć oczu.

Co się właśnie, na Merlina, stało?

Była przerażona faktem, że nie pamiętała, co dokładnie skłoniło ją do szaleńczego biegu przez Zakazany Las z martwym ptakiem w ręku.

Czy uległa ofiarą jakiegoś uroku? Może Tom będzie coś wiedział na ten temat? Właśnie, Tom – czy to nie on prosił ją o załatwienie czegoś obok chatki Hagrida?

Musiała koniecznie go o to zapytać. Zwrócenia się do swoich braci nawet nie brała pod uwagę – Percy zacznie panikować i zapewne zamknie ją w Skrzydle Szpitalnym, bliźniacy będą sobie stroić z niej żarty, a Ron… Nie mogła ryzykować, że opowie później o tym Harry’emu, który uzna ją za wariatkę. I tak bez tej dodatkowej informacji zdawał się jej nie lubić.

Podjąwszy decyzję, otworzyła w końcu oczy i krzyknęła głośno, bo ktoś nad nią stał i się w nią wpatrywał. 

A tym kimś był Blaise Zabini.

 

*

 

– Oszalałeś?! – wykrzyknęła piskliwie dziewczynka, zrywając się na równe nogi i wytrzeszczając na niego oczy. Widniało w nich przerażenie. Blaise zauważył, że wyglądała na jeszcze bardziej potarganą niż pół godziny wcześniej.

Prawda była taka, że opuścił ostatnie już dzisiaj zajęcia wciskając marną wymówkę o tym, że źle się czuje, a gdy tylko minął drzwi Skrzydła Szpitalnego, puścił się biegiem na skraj lasu, gdzie ostatni raz widział znikającą w nim Ginny.

Nienawidził się za to, jednak myśl, że pierwszoroczna Gryfonka wbiegła sama do Zakazanego Lasu, napawała go męczącym niepokojem. Postanowił więc uspokoić swoje sumienie i udał się tam, by tylko sprawdzić, czy chociaż stamtąd wyszła.

Tak, zdawało się, że miał jakieś sumienie.

Czego się absolutnie nie spodziewał to to, że znajdzie ją leżącą prawie bez życia na błoniach, obszarpaną i brudną, jakby właśnie wyrwała się szponom śmierci. Nie miał pojęcia, czy wszystko z nią w porządku, ale zdawała się oddychać, więc stał tylko, wpatrując się w nią intensywnie i czując się wyjątkowo głupio.

Gdy dziewczynka gwałtownie otworzyła oczy i wstała, krzycząc przy tym piskliwie, mimowolnie podskoczył, czując czystą panikę.

Jak on teraz wytłumaczy swoją obecność?

– Co ci jest? – to było pierwsze pytanie, które przyszło mu do głowy i wyrwało się z jego ust, nim zdążył je powstrzymać.

Ginny przełknęła głośno ślinę i odetchnęła głęboko, chwiejąc się niepewnie na nogach. Milczała przez dłuższą chwilę, jakby próbując znaleźć odpowiednie wyjaśnienie.

– Śledziłeś mnie? – spytała cicho, mrużąc oczy. Blaise poczuł jak się rumieni. W duchu cieszył się, że przez jego karnację prawdopodobnie tego nie widać.

– Nie – odparł wyniosłym tonem. – Skąd w ogóle taki pomysł?

– To dlaczego nie jesteś na zajęciach?

Blaise zacisnął usta w wąską linię.

– Dlaczego jesteś cała… um… – wskazał na nią ręką, próbując użyć właściwych słów – taka?

Wow, Blaise. „Taka”. Niesamowita elokwencja godna arystokraty.

Dziewczynka odchrząknęła niepewnie i objęła wzrokiem swój ubiór, jakby dopiero teraz dostrzegając w jakim jest stanie. Na jej policzki wypłynęły czerwone plamy.

– Pomagałam Hagridowi – stwierdziła wolno, skubiąc nerwowo rękaw szaty. Blaise dostrzegł na nim parę ptasich piór. – Pomagałam mu w… skubaniu kurczaków.

Przez chwilę wpatrywała się w swoje nogi, jakby kalkulując, czy jej wyjaśnienie ma sens. Widocznie uznała, że ma, bo po chwili spojrzała mu wyzywająco w oczy.

– Cóż, widocznie masz w tym wprawę, skoro nawet tutaj zajmujesz się takim zajęciem – odparł chłodno, próbując odzyskać postawę mało zainteresowanego Ślizgona, żeby – o zgrozo – nie przyszło jej do głowy, że znajduje się tutaj, bo się o nią martwił. – W domu zdrajców nie używa się czarów?

Ginny zacisnęła dłonie w pięści i aż zadygotała ze złości.

– I słyszę to z ust osoby, która by mogła jedynie pomarzyć o czystości krwi kogoś, kogo nazywa zdrajcą!

Blaise już chciał jej coś odpowiedzieć, kiedy dotarło do niego znaczenie jej słów. Wytrzeszczył na nią oczy, mimowolnie czując jak ogarnia go panika.

– Mówiłaś…

Ginny wzruszyła ramionami, próbując sprawiać wrażenie wyluzowanej.

– Mówiłam – zgodziła się. – I gdybym się przyznała, mogłabym liczyć na to, że oddasz mi mój dziennik? – spojrzała na niego z powątpiewaniem. – Dlaczego nie odpowiedziałeś mi na pytanie, co tutaj robisz? Jeśli odpowiesz mi na to pytanie, powiem ci, co widziałam oprócz twojego nazwiska.

Blaise już w tym momencie wiedział, że przeczytała wszystko. Nie mógł mieć pewności, ale po prostu to czuł. Postanowił więc, że nie ma w obowiązku tłumaczyć jej absolutnie niczego.

– Jesteś tylko zdrajczynią krwi – powiedział. – Nikt ci nie uwierzy.

– Jestem tylko siostrą najlepszego przyjaciela Harry’ego Pottera – odparła nieco drżącym głosem. – Wystarczy, że uwierzy mi cały Gryffindor.

Chłopak poczuł, że robi mu się gorąco. Wbił w nią nienawistne spojrzenie.

– Dobrze – odparł pokonany. – Co mam zrobić, żebyś siedziała cicho?

– Nie mów nikomu, że mnie tutaj widziałeś. Właściwie… Nigdy nie rozmawiaj z nikim o mnie. Zapomnij o mnie, a ja zapomnę o tobie, jasne?

Blaise’owi nic innego nie mogło tak bardzo odpowiadać jak taki właśnie układ. Przytaknął głową, dając jej do zrozumienia, że zrozumiał. Dziewczynka nerwowo wypuściła powietrze i odwróciła się w stronę zamku.

Blaise poczekał, aż znajdzie się w pewnej odległości od niego i powoli ruszył jej śladem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

OBSERWATORZY