
Myślałam, że Cię straciłam, Tom. Tak
bardzo przepraszam. Będę bardziej uważna.
– Co się stało, Ginny?
–
Zderzyłam się z pewnym Ślizgonem i nasze książki pomieszały się. Przez
przypadek zabrałam jego dziennik, a on mój. Ale już Cię odzyskałam.
Dowiedziałam się pewnej tajemnicy o nim i przez to nie miał wyboru, musiał mi
Cię oddać. Tak bardzo się bałam.
Przez
dłuższą chwilę nie było żadnej odpowiedzi. Serce Ginny biło tak mocno, jakby
zaraz miało wyskoczyć jej z piersi.
– Nie obawiaj się Ginny. Wykazałaś się
odwagą i szybkim myśleniem. Zaimponowałaś mi. Naprawdę jesteś w stanie zrobić
wszystko dla przyjaciół. Już teraz wiem, że mogę Ci ufać bezgranicznie.
–
Wiesz, że zrobię dla Ciebie wszystko, Tom. Na całe szczęście on nie poznał
naszej tajemnicy, nie odkrył Ciebie.
– Nie chciałabyś żeby ktoś się
dowiedział o mnie?
–
Ja… Jesteś moim jedynym przyjacielem. Nie chcę się Tobą dzielić. Czy to złe,
Tom?
– Nie, Ginny. Ty też należysz tylko do
mnie. Muszę Cię o coś prosić. Przysługa dla przyjaciela?
– O
cokolwiek poprosisz, Tom.
*
Nazajutrz
od emocjonującej wymiany dzienników Ginny i Blaise’a, odbywała się uczta z
okazji Dnia Duchów. Blaise od zawsze nienawidził uczt, bankietów oraz
wszelkiego rodzaju przyjęć. Kojarzyły mu się głównie z ogłaszaniem coraz to
nowych zaręczyn jego matki, zaślubinami, bądź pogrzebami. Wszystko to było
wyprawiane dla niej i jej korzyści, a goście zazwyczaj byli pionkami, którymi
nie wahała się pogrywać. Uczty w Hogwarcie co prawda miały inny charakter,
jednakże uprzedzenie pozostało.
Ponury
nastrój Blaise’a poprawiał jednak fakt, że jego sekret do tej pory nie wyszedł
na jaw i nic nie wskazywało na to, by w najbliższym czasie miało się to
zmienić. Podczas śniadania uważnie obserwował Ginny i nie sprawiała ona
wrażenia, by planowała rozprowadzać jakiekolwiek plotki. Co więcej, po jej
dziwnym zachowaniu z wczoraj również nie było ani śladu. Powoli zaczynał
nabierać przekonania, że może rzeczywiście nie chciało jej się czytać jego
dziennika a jej dziwna reakcja na odzyskanie własności zwyczajnie mu się
przewidziała.
Przerwę
między zajęciami postanowił spędzić w zaciszu dużego dębu na błoniach. Rzuciwszy
niedbale torbę na bok, rozłożył się na trawie. Przez najbliższe parę minut
wpatrywał się w leniwe fale jeziora rozbijające się o skały wystające spod
tafli wody.
Uwielbiał
tu przychodzić, szczególnie sam. Z reguły nie przepadał za jakimkolwiek
towarzystwem, a tym bardziej gadatliwym, jakim stali się ostatnio Ślizgoni. Cały
czas żyli historią o dziedzicu Slytherina, a Draco Malfoy ciągle dolewał oliwy
do ognia, dopowiadając co rusz nowe anegdotki na jego temat. Blaise wiedział,
że nie powinien za bardzo unikać ich towarzystwa, ponieważ może to wzbudzić
niepotrzebną uwagę w kierunku jego osoby, jednak uznał, że jedna niewinna
piętnastominutowa przerwa nie powinna zrobić różnicy.
W tym
akurat srogo się pomylił.
W pewnym
momencie kątem oka dostrzegł ruch na skraju lasu. Obrócił niespiesznie głowę w
tę stronę, spodziewając się ujrzeć gajowego Hogwartu, który często szwendał się
w tych okolicach. Jakim jego zdziwieniem było, gdy jego oczom ukazał się nie
kto inny, jak rudowłosa Ginny Weasley.
Musiał
jednak przyznać, że gdyby nie obserwował jej ostatnio aż za często, w życiu by
jej nie poznał. Włosy miała potargane, a wśród nich wydawało mu się, że
dostrzega nawet parę liści. Jej ubrania zdawały się być ubrane niedbale i w
pośpiechu, szata była niezapięta, a koszula na wpół włożona w spódnicę. Jednakże
tym, co go zszokowało najbardziej było to, że dziewczynka w rękach trzymała
martwego koguta.
Blaise
zamrugał szybko, nie mogąc uwierzyć w to co, widzi. Dopiero teraz, gdy wytężył
wzrok, zauważył również, że całe jej przedramiona były podrapane i pokrwawione.
Dziewczyna stała w bezruchu, jakby czekając na jakiś znak, a Blaise poczuł jak
po jego ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Nie wiedział, co ma zrobić.
Wyglądała na kogoś, kto potrzebuje pomocy, albo na kogoś, przez kogo to on będzie
jej potrzebował. Zapewne gdyby był Gryfonem, bez wahania doskoczyłby do niej i
zapytał, czy wszystko w porządku, jednak on niewątpliwie nie należał do tego
domu. Slytherin nauczył go cierpliwości i chłodnej oceny sytuacji, z najlepszą
korzyścią dla niego samego. Pozostawało mu więc stać i czekać na rozwój
wydarzeń.
Los
chciał, że nie musiał długo zastanawiać się nad tym, co powinien zrobić w
obliczu tego dziwnego zdarzenia. Kilka sekund później dziewczynka obróciła się
gwałtownie, jakby wyrywając się z transu i wbiegła do lasu.
Blaise
czekał, jednak nie pojawiła się po raz drugi.
Z oddali
dobiegł go sygnał dzwonu, zwiastujący koniec jego przerwy. Wstał powoli i
chwycił swoją torbę, cały czas z niepokojem wypatrując jakiegokolwiek ruchu w
gęstwinie na skraju lasu. Gdy nic się jednak więcej nie wydarzyło, skierował
swoje kroki do zamku, a myśli w jego głowie wirowały szaleńczo.
Czego on właśnie był świadkiem?
*
Ginny
biegła.
Tylko tego
była świadoma.
Wiedziała,
że musi biec… najszybciej i najdłużej jak potrafi, byle znaleźć się gdzieś,
gdzie będzie bezpieczna.
Zewsząd
dopadał ją chłód, a para z jej ust tworzyła kłęby mgły, które zasłaniały jej
widoczność. Gałązki smagały ją po odsłoniętych przedramionach, raniąc do krwi,
a wystające korzenie powodowały, że co rusz się potykała, jednak nie zatrzymała
się ani razu. W miarę jak się oddalała, ucisk znajdujący się w jej klatce
piersiowej zelżał, oddech stawał się bardziej nierówny, bardziej ludzki, a myśli w jej głowie
wyraźniejsze.
Wiedziała,
że musi uciec byle jak najdalej, jak najdalej od…
Właśnie, od czego?
Przystanęła
nagle, czując jak jej płuca chcą wyrwać się na wolność. Przykucnęła i zaczęła
oddychać mocno przez nos, próbując wyrównać oddech. Trwało to kilka minut, a
jak już się uspokoiła, uderzyło ją, jaka cisza wokół niej panowała.
Rozejrzała
się z paniką wokół siebie. Zdawało się, że przebiegła dość długi odcinek w
środek Zakazanego Lasu. Przez gęsto zadrzewione podszycie w lesie panował
półmrok, przez co nie miała kompletnie pojęcia, z której strony przybiegła.
Przełknęła
głośno ślinę i poczuła jak jej ciało oblewa zimny pot. Mimo że znajdowała się w
lesie pełnym groźnych stworzeń, miała wrażenie, że tego, przed czym uciekała,
powinna obawiać się o wiele bardziej. Nie mogła sobie jednak przypomnieć, co to
takiego było… Ostatnie co pamiętała, to to, jak szła koło chatki Hagrida… Jego
ogródek i…
Krzyknęła
krótko, bo w tym momencie dopiero zdała sobie sprawę, że w ręku trzyma martwego
koguta. Rzuciła nim przed siebie i szybko objęła się ramionami, drżąc na całym
ciele.
Co się z nią działo? Skąd, na Merlina,
miała przy sobie truchło tego ptaka? Możliwe, że wzięła go od Hagrida, ale w
jakim celu? I czemu nic nie pamięta?
Poczuła
wzbierające się łzy i przygryzła mocno wargę. Nie mogła w danej chwili płakać,
musiała przede wszystkim wydostać się z tego przeklętego lasu.
Ruszyła
powoli przed siebie, próbując dostrzec cokolwiek, jakiś znak, że idzie w dobrą
stronę. Przeszła niepewnie parę kroków i nagle zdało jej się, że słyszy coś, co
przypomina warkot. Nie był to jednak warkot zwierzęcia, ale brzmiało jak odgłos
przygotowującej się do odjazdu lokomotywy…
TRACH!
Zza
znajdującej się tuż za nią krzaków wyłoniły się nagle ogromne ślepia, rażąc ją
intensywnym blaskiem. Ginny poczuła dreszcze na całym ciele i czym prędzej
rzuciła się do ucieczki, mając ogromną nadzieję, że to coś nie jest wystarczająco szybkie… Nie miała pojęcia, ile
mrożących krew w żyłach minut minęło, nim wstępnie stwierdziła, że nic jej nie
śledzi.
Przystanęła
na chwilę, próbując złapać oddech i rozejrzała się uważnie, dopatrując się
jakichkolwiek oznak niebezpieczeństwa. Zamiast tego dostrzegła przebijające się
przez zarośla promienie słońca i aż zachciało jej się płakać ze szczęścia.
Ostatkiem sił ruszyła w ich stronę i z ogromnym wysiłkiem rzuciła się na błonia,
twarzą do ziemi, oddychając płytko.
Po paru
sekundach obróciła się na plecy, wciąż nie mając siły nawet otworzyć oczu.
Co się właśnie, na Merlina, stało?
Była
przerażona faktem, że nie pamiętała, co dokładnie skłoniło ją do szaleńczego
biegu przez Zakazany Las z martwym ptakiem w ręku.
Czy uległa ofiarą jakiegoś uroku? Może
Tom będzie coś wiedział na ten temat? Właśnie, Tom – czy to nie on prosił ją o
załatwienie czegoś obok chatki Hagrida?
Musiała
koniecznie go o to zapytać. Zwrócenia się do swoich braci nawet nie brała pod
uwagę – Percy zacznie panikować i zapewne zamknie ją w Skrzydle Szpitalnym,
bliźniacy będą sobie stroić z niej żarty, a Ron… Nie mogła ryzykować, że opowie
później o tym Harry’emu, który uzna ją za wariatkę. I tak bez tej dodatkowej
informacji zdawał się jej nie lubić.
Podjąwszy
decyzję, otworzyła w końcu oczy i krzyknęła głośno, bo ktoś nad nią stał i się
w nią wpatrywał.
A tym
kimś był Blaise Zabini.
*
–
Oszalałeś?! – wykrzyknęła piskliwie dziewczynka, zrywając się na równe nogi i
wytrzeszczając na niego oczy. Widniało w nich przerażenie. Blaise zauważył, że
wyglądała na jeszcze bardziej potarganą niż pół godziny wcześniej.
Prawda
była taka, że opuścił ostatnie już dzisiaj zajęcia wciskając marną wymówkę o
tym, że źle się czuje, a gdy tylko minął drzwi Skrzydła Szpitalnego, puścił się
biegiem na skraj lasu, gdzie ostatni raz widział znikającą w nim Ginny.
Nienawidził
się za to, jednak myśl, że pierwszoroczna Gryfonka wbiegła sama do Zakazanego
Lasu, napawała go męczącym niepokojem. Postanowił więc uspokoić swoje sumienie
i udał się tam, by tylko sprawdzić,
czy chociaż stamtąd wyszła.
Tak, zdawało się, że miał jakieś
sumienie.
Czego
się absolutnie nie spodziewał to to, że znajdzie ją leżącą prawie bez życia na
błoniach, obszarpaną i brudną, jakby właśnie wyrwała się szponom śmierci. Nie
miał pojęcia, czy wszystko z nią w porządku, ale zdawała się oddychać, więc
stał tylko, wpatrując się w nią intensywnie i czując się wyjątkowo głupio.
Gdy
dziewczynka gwałtownie otworzyła oczy i wstała, krzycząc przy tym piskliwie,
mimowolnie podskoczył, czując czystą panikę.
Jak on teraz wytłumaczy swoją obecność?
– Co ci
jest? – to było pierwsze pytanie, które przyszło mu do głowy i wyrwało się z
jego ust, nim zdążył je powstrzymać.
Ginny
przełknęła głośno ślinę i odetchnęła głęboko, chwiejąc się niepewnie na nogach.
Milczała przez dłuższą chwilę, jakby próbując znaleźć odpowiednie wyjaśnienie.
–
Śledziłeś mnie? – spytała cicho, mrużąc oczy. Blaise poczuł jak się rumieni. W
duchu cieszył się, że przez jego karnację prawdopodobnie tego nie widać.
– Nie –
odparł wyniosłym tonem. – Skąd w ogóle taki pomysł?
– To
dlaczego nie jesteś na zajęciach?
Blaise
zacisnął usta w wąską linię.
–
Dlaczego jesteś cała… um… – wskazał na nią ręką, próbując użyć właściwych słów
– taka?
Wow, Blaise. „Taka”. Niesamowita
elokwencja godna arystokraty.
Dziewczynka
odchrząknęła niepewnie i objęła wzrokiem swój ubiór, jakby dopiero teraz
dostrzegając w jakim jest stanie. Na jej policzki wypłynęły czerwone plamy.
–
Pomagałam Hagridowi – stwierdziła wolno, skubiąc nerwowo rękaw szaty. Blaise
dostrzegł na nim parę ptasich piór. – Pomagałam mu w… skubaniu kurczaków.
Przez
chwilę wpatrywała się w swoje nogi, jakby kalkulując, czy jej wyjaśnienie ma
sens. Widocznie uznała, że ma, bo po chwili spojrzała mu wyzywająco w oczy.
– Cóż,
widocznie masz w tym wprawę, skoro nawet tutaj zajmujesz się takim zajęciem –
odparł chłodno, próbując odzyskać postawę mało zainteresowanego Ślizgona, żeby
– o zgrozo – nie przyszło jej do głowy, że znajduje się tutaj, bo się o nią martwił. – W domu zdrajców nie używa się
czarów?
Ginny
zacisnęła dłonie w pięści i aż zadygotała ze złości.
– I
słyszę to z ust osoby, która by mogła jedynie pomarzyć o czystości krwi kogoś,
kogo nazywa zdrajcą!
Blaise
już chciał jej coś odpowiedzieć, kiedy dotarło do niego znaczenie jej słów.
Wytrzeszczył na nią oczy, mimowolnie czując jak ogarnia go panika.
–
Mówiłaś…
Ginny
wzruszyła ramionami, próbując sprawiać wrażenie wyluzowanej.
– Mówiłam
– zgodziła się. – I gdybym się przyznała, mogłabym liczyć na to, że oddasz mi
mój dziennik? – spojrzała na niego z powątpiewaniem. – Dlaczego nie
odpowiedziałeś mi na pytanie, co tutaj robisz? Jeśli odpowiesz mi na to
pytanie, powiem ci, co widziałam oprócz twojego
nazwiska.
Blaise
już w tym momencie wiedział, że przeczytała wszystko. Nie mógł mieć pewności,
ale po prostu to czuł. Postanowił więc, że nie ma w obowiązku tłumaczyć jej
absolutnie niczego.
– Jesteś
tylko zdrajczynią krwi – powiedział. – Nikt ci nie uwierzy.
– Jestem
tylko siostrą najlepszego przyjaciela Harry’ego Pottera – odparła nieco drżącym
głosem. – Wystarczy, że uwierzy mi cały Gryffindor.
Chłopak
poczuł, że robi mu się gorąco. Wbił w nią nienawistne spojrzenie.
– Dobrze
– odparł pokonany. – Co mam zrobić, żebyś siedziała cicho?
– Nie
mów nikomu, że mnie tutaj widziałeś. Właściwie… Nigdy nie rozmawiaj z nikim o
mnie. Zapomnij o mnie, a ja zapomnę o tobie, jasne?
Blaise’owi
nic innego nie mogło tak bardzo odpowiadać jak taki właśnie układ. Przytaknął
głową, dając jej do zrozumienia, że zrozumiał. Dziewczynka nerwowo wypuściła
powietrze i odwróciła się w stronę zamku.
Blaise
poczekał, aż znajdzie się w pewnej odległości od niego i powoli ruszył jej
śladem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz